Kamienie Pamięci

O projekcie Güntera Demniga

Stolpersteine (niemieckie określenie „die Stolpersteine”, tłumaczone zwykle jako „kamienie pamięci”), oznacza dosłownie kostki brukowe, o które można się potknąć). To takie małe potykacze (co innego niż tablice reklamowe ustawiane na chodnikach) albo inaczej: wyboje. Kamienie pamięci powstały z inicjatywy urodzonego w Berlinie artysty, Güntera Demniga, dla upamiętnienia ofiar zagłady: Żydów, Romów i Sinti (wędrowna grupa etniczna pochodząca z Półwyspu Indyjskiego, pokrewna Romom i wraz z nimi określana mianem Cyganów), homoseksualistów, dysydentów, świadków Jehowy i wszystkich innych zamordowanych przez wyznawców ideologii nazistowskiej. Pierwszą kostkę Demnig wmurował w Kolonii w 1993 r. Za motto przedsięwzięcia służy cytat z Talmudu, mówiący o tym, że osoba zostaje zapomniana tylko wtedy, gdy zapomina się jej imię. Jest to więc próba opowieści o wielkiej historii poprzez zwrócenie uwagi na pojedyncze losy konkretnego człowieka. Projekt, w zamyśle Demniga dotyczący całej Europy, ma jeszcze jeden wymiar, szczególnie dla Niemców – kostki mają sprawiać dyskomfort, uwierać przy chodzeniu, zwracać uwagę niczym nierówny bruk. Ma się o nie potykać przede wszystkim pamięć sprawców zagłady. Zwykły przechodzień ma się z kolei potknąć emocjonalnie: zastanowić się, o co chodzi, kim był człowiek, który mieszkał kiedyś w tej okolicy, i dlaczego zginął. Są to dowody pamięci o tyle specyficzne, że to ktoś z bliskich ofiary musiał postarać się o to, by je stworzyć. Można powiedzieć, że jest to coś w rodzaju nagrobka, tyle że nie na cmentarzu, a w żywej tkance miasta. Do tej pory w polskich miastach powstało blisko 70 stolpersteinów – pierwsze wmurowano we Wrocławiu przed domem Edyty Stein oraz w Słubicach nad Odrą. Na świecie jest takich kamieni ponad 100 tys. Ich wmurowywaniem zajmuje się od początku ich twórca, Günter Demnig. Grawerowanie to z kolei rola innego artysty. Demnig, z pomocą lokalnych partnerów, instaluje średnio 450 kostek miesięcznie. Każdy, kto chce w ten sposób upamiętnić swoich krewnych, musi najpierw skontaktować się z koordynatorką projektu w fundacji autora, która udziela ogólnych wskazówek, jak zabrać się za zorganizowanie uroczystości, i ustala pierwszy możliwy termin. To ona kontaktuje też ze sobą rodziny, które starały się lub aktualnie starają o uzyskanie niezbędnych pozwoleń, aby mogły wymienić się doświadczeniami.

(na podstawie tekstu A. Zawadzkiego z Magazynu „Pokolenia”, nr 9/2023)